niedziela, 11 stycznia 2015

#3 Dwanaście prac Herkulesa


Tytuł: Dwanaście prac Herkulesa
Autor: Agata Christie
Tytuł oryginalny: The Labours of Hercules
Liczba stron: 318





Udałam się do biblioteki szkolnej z zamiarem wypożyczenia czegoś ciekawego na weekend. Mój wybór padł na ponadczasową Christie i jej „Dwanaście prac Herkulesa”. Zastanawiałam się, czy wziąć coś jeszcze, ale stwierdziłam, że na dwa dni mi wystarczy. Jakże się myliłam! Skończyłam czytać w sobotę koło południa.

Zacznę od tego, jak się książka prezentuje. Na okładce o przyjemnej, stonowanej kolorystyce widać Herkulesa Poirot, trzymającego parasol, spod którego wystaje twarz słynnego rzymskiego herosa Herkulesa. Wewnątrz są skrzydełka, a grzbiet należy do tych, które nie zginają się podczas czytania. Ależ ja nie znoszę zagięć na grzbietach! Czasem przerywałam lekturę, żeby popatrzeć na okładkę, wodzić palcem po jej gładkiej powierzchni czy dotykać wytłoczonego nazwiska autorki. Podobnie miałam przy czytaniu „Wołania kukułki” Roberta Galbraitha, tyle że książka była większa i grubsza, a co za tym idzie, radość z oglądania i dotykania jej rosła. Podsumowując - pierwsze wrażenie bardzo pozytywne.

Książka rozpoczyna się rozmową Herkulesa Poirot i doktora Burtona, który to zarzuca Herkulesowi, że jego imię w ogóle do niego nie pasuje. Detektyw traktuje to jako wyzwanie. Postanawia na zakończenie swojej kariery rozwiązać dwanaście spraw, które będą w jakiś sposób nawiązywać do prac jego mitycznego imiennika.

Jeszcze raz należy wykonać dwanaście prac Herkulesa... współczesnego Herkulesa. Dowcipny koncept, a i zabawny. Zanim wycofa się ostatecznie, podejmie się dwunastu spraw, ni mniej, ni więcej. Powinny to być sprawy wybrane specjalnie pod kątem związku z dwunastoma sprawami starożytnego Herkulesa. Tak, to będzie nie tylko zabawne... będzie to dzieło natchnione, ba - artystyczne. str. 11

Następnie rozpoczyna się dwanaście spraw. Każda z nich to inna historia, inni bohaterowie, inne problemy i zagadki. A wśród nich on – Herkules Poirot, który niejednokrotnie zdumiewał mnie swym sprytem, pomysłowością, a także uczciwością, nie zawsze idącą w parze z prawem. Napiszę tylko o wybranych, bo nie chcę, aby moja recenzja zamieniła się w streszczenie (chociaż i tak pewnie tego nie uniknę).

Pierwsza sprawa, zatytułowana „Lew z Nemei”, rozpoczyna się całkiem niepozornie. Do Herkulesa przychodzi list od mężczyzny, który chce, aby zajął się zniknięciem pekińczyka jego żony. Poirot początkowo nie ma zamiaru zajmować się tą sprawą, ale pewien szczegół przyciąga jego uwagę. Okazuje się, że intuicja pani Lemon, sekretarki o nieciekawym wyglądzie, ale dużych kompetencjach, nie zawiodła i tym razem. Nie ukrywam, że spodziewałam się tego sprawcy, ale bardzo spodobało mi się, jak sprytnie rozegrał to Poirot.

Druga sprawa - „Hydra lernejska” - jest o tym, jak wielką siłę ma plotka. Poirot porównuje ją do tytułowej hydry o dziewięciu głowach: kiedy utnie się jedną, na jej miejsce pojawiają się dwie nowe. Pokonać ją niezwykle trudno, szczególnie, że nie można samemu wyjaśnić sytuacji, bo nikt nie powtórzy prosto w twarz, co o nim mówią ludzie. Jednak, jak można się spodziewać, Herkulesowi udało się przywrócić dobre imię jego klienta.

Trzecia opowieść to „Łania kerynejska”. Jest moją ulubioną. Mitologiczny Herkules miał za zadanie dogonić i złapać łanię. Rok mu to zajęło, bo zwierzę było bardzo szybkie, ale w końcu mu się udało. Tak jak i naszemu belgijskiemu detektywowi. Ubogi mechanik samochodowy poprosił go o odnalezienie pokojówki słynnej rosyjskiej tancerki, w której kiedyś zakochał się bez pamięci. Byłam zaskoczona i zasmucona, kiedy ją znalazł, ale później po prostu oniemiałam, bo takiego zakończenia się nie spodziewałam zupełnie.

Zaskoczyło mnie też rozwiązanie kolejnej sprawy. Podejrzewałam wszystkich po kolei. Później okazało się, że się myliłam. Odetchnęłam z ulgą, kiedy sprawa się wyjaśniła, po czym autorka ze mnie zadrwiła i pomieszała to, w co już uwierzyłam. Bardzo dobre opowiadanie.

Śmieszy mnie związek tytułu z treścią kolejnej historii. Nie jest to sprawa do końca kryminalna. Wysoko postawiona osobistość przychodzi do Poirot i opowiada, że pewna gazeta jest w posiadaniu nieprzychylnych mu informacji i pragnie je opublikować. Porównanie tego do stajni Augiasza wydało mi się bardzo zabawne i sprytne. W tym opowiadaniu Poirot wykazuje się niezwykłą pomysłowością, choć moralność jego czynu można by negować.

W kolejnym opowiadaniu, pt. „Ptaki stymfalijskie” Poirot pojawił się niespodziewanie tuż przy końcu. Występowały w nim dwie nie wzbudzające sympatii Polki o nieciekawej aparycji. Rozwiązanie sprawy bardzo mnie zaskoczyło, naprawdę. Dałabym jej drugie miejsce w moim osobistym rankingu. Ta historia uczy dwóch rzeczy: nie należy wierzyć pozorom i warto uczyć się języków.

„Byk kreteński” okazał się jednym z mniej ciekawych opowiadań. Głównym bohaterem był Hugh, który po swoich przodkach odziedziczył szaleństwo i w trakcie snu zabijał zwierzęta. Aby uchronić swoją ukochaną, nie chciał brać z nią ślubu, a nawet myślał o samobójstwie. Ta zdesperowana zwróciła się do słynnego detektywa, gdyż nie wierzyła, że jej narzeczony jest szalony. Poirot przy okazji wyciągnął na światło dzienne kilka rodzinnych brudów.

W „Stadzie Geryona” pojawia się panna Carnaby, którą znamy już z pierwszego opowiadania. Bardzo polubiłam tę kobietę ze względu na jej inteligencję, skromność i umiejętności. Tę sprawę byłoby znacznie trudniej rozwiązać bez jej pomocy.

Dosyć często w książce pojawił się temat narkotyków. Za każdym razem podkreślano ich zło, pokazano ich działanie i skutki. „Niszczą duszę i ciało” pojawiło się co najmniej dwukrotnie. Oprócz doskonałej rozrywki, książka niesie wiele nauk (wymieniłam zaledwie kilka, trzeba je odkryć i zinterpretować samemu).

Postać Herkulesa Poirot jest po prostu bezbłędna! Nigdy się nie myli i dobrze o tym wie. Jest arogancki i nieco samolubny, ale przy tym diabelnie dobry. Ma także charakterystyczny wąsik, po którym można go rozpoznać. Bardzo mi się spodobał ten detektyw.

Mógłby pan sam stworzyć jakąś nową religię - rzekł Japp. - Na przykład pod wezwaniem: "Nie masz nikogo mądrzejszego nad Herkulesa Poirot, amen". Powtarzać ad libitum! str. 249

Książka jest naprawdę godna przeczytania, nie tylko przez fanów kryminałów. Można ją czytać w całości albo każde opowiadanie osobno. Świetna na zimny wieczór, w towarzystwie kocyka i herbatki. Ma niesamowity klimat, do którego chce się wracać i jestem pewna, że sięgnę po kolejne dzieła Agaty Christie.


Przesyłam urodzinowe uściski, mając nadzieję, że będziecie mieli dobry dzień!
Kalafonia

3 komentarze:

  1. Czytałam tylko fragmenty, w tym rozdział na konkurs. Ogólnie bardzo przyjemna lektura. Jeszcze do niej wrócę i przeczytam całość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim skończy się dzień... Jeszcze raz: wszystkie najlepszego!

      Usuń