poniedziałek, 5 stycznia 2015

#1 Ever After High. Krzywe zwierciadło

   


Tytuł: Krzywe zwierciadło
Autor: Shannon Hale
Seria: Ever After High (druga część)
Tytuł oryginalny: The Unfairest of Them All
Liczba stron: 334






Książkę dostałam na Gwizadkę, co nie było dla mnie niespodzianką, gdyż sama ją wybrałam, zachęcona przez miłą panią z księgarni. Przeczytałam opis, zobaczyłam, że to jakaś baśniowa powieść, co bardzo mnie ucieszyło, bo ostatnio miałam ochotę przeczytać coś takiego. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale trzeba przyznać, że ta jest całkiem atrakcyjna. Ponadto w środku też jest kolorowo i wesoło. Takie książki od razu lepiej się czyta, choć oczywiście to o niczym nie przesądza. 

O tym, że jest to druga część serii dowiedziałam się przez przypadek jakoś w połowie. Rzuciło to nowe światło na sprawy, które mnie drażniły ze względu na brak swojego wyjaśnienia. Dzieci baśniowych postaci? Po co ta szkoła? Dlaczego Apple od razu się tak panoszy i zachowuje jak królowa (którą jest, ale nie należy zapominać, że nie ona jedna)? Co prawda, na moje pytania nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi, ale zrozumiałam, że to nie wina autorki, tylko mojej ignorancji. Czytelnik nieznający poprzedniej części może czuć się trochę, jakby zabrakło kilku pierwszych rozdziałów, ale poza tym nie powinien mieć problemów z jej odbiorem, bo trudna w odbiorze nie jest i szybko można się połapać. 

Baśniowe postacie mają dzieci, a te chodzą do baśnioceum, w którym przygotowują się, aby w przyszłości odegrać role rodziców. W jakim celu? Wygląda na to, że po to, aby ich historie nie znikły. Podczas Ceremonii Dziedzictwa podpisują Księgę Legend, gdzie zobowiązują się do wypełnienia swojego przeznaczenia (czyt. swoich rodziców). Jednak zadziorna Raven, córka Największego Zła, Jakie Kiedykolwiek Nawiedziło Krainę Baśni, Złej Królowej z bajki o Królewnie Śnieżce odmawia złożenia podpisu, bo nie chce być czarnym charakterem i pragnie sama napisać swoją historię. Niechcący wprowadza do szkoły mały bałagan, który tutaj rozpoczyna się bitwą na jedzenie w stołówce. Uczniowie dzielą się na dwa obozy: Royalsów, którzy pragną podążać za swoim przeznaczeniem i obawiają się, że Rebelsi, którzy chcą odłączyć się od swoich bajek i sami pisać swoje historie, pozbawią ich Szczęśliwego Zakończenia (w oczy rzuciło mi się, że w książce często pisano wielkimi literami różne wyrażenia, np. Niezbite Dowody, Bardzo Poważne Wykroczenie czy właśnie to Szczęśliwe Zakończenie). Jedym z argumentów Rebelsów jest, że nie dla wszystkich przygotowano Szczęśliwe Zakończenie, co bardzo mnie ujęło i sprawiło, że stanęłam po ich stronie. Drażniło mnie trochę zachowanie Raven, która chcąc nie chcąc doprowadziła do tego rabanu, a teraz umywa ręce.

Następnie mamy okazję uczestniczyć z bohaterami we Wczorajdniu, podczas którego uczniowie spotykają się z baśniowymi postaciami, mającymi pomóc im w przygotowaniu się do swojej roli. Apple i Raven mają zamiar wykorzystać tę okazję do znalezienia odpowiedzi na nurtujące je pytania. Córka Królewny Śnieżki chce dowiedzieć się jak skłonić swoich szkolnych poddanych do posłuszeństwa i przemówić im do rozumu, zaś Raven pragnie spotkać się z kimś, kto sprzeciwił się przeznaczeniu i zobaczyć czy warto. Wybór padł na mamę jej przyjaciółki Cerise (swoją drogą zadziwiająca jest ilość tych szkolnych przyjaźni) - Czerwonego Kapturka. Niewiele osób o tym wie, ale Kapturek zakochał się w Złymwilku, który powinien być jej wrogiem. Po zakończeniu swojej bajki pobrali się potajemnie i doczekali córki, która odziedziczyła kilka cech po swoim ojcu, co na szczęście udawało się jej (i jej rodzicom) ukrywać. Gdyby prawda wyszła na jaw, czekałyby ich nieprzyjemne konsekwencje, nawet wygnanie. W oczach wilków i kapturów taki związek jest odrażający. UWAGA SPOILER Jednak natchniona czynem Raven Cerise postanowiła skończył z ukrywaniem się i zrzuciła kaptur, okazując swoje wilcze uszy. Ten wątek zapowiadał się obiecująco, jednak się rozczarowałam. Zakończono go szybko, Cerise pokonała wszystkich w wyścigu i pozwolono jej zostać w wiosce. Miałam wrażenie, że zupełnie po macoszemu potraktowano uczucia jej rodziców. Zływilk nie poniósł też później żadnych konsekwencji, a był przecież nauczycielem w basnioceum! "Mieszkańcy Kapturkowa nie rozmawiają z obcymi, a do tego większość z nich nie używa telefonów" było zapewnieniem, że nic się nie wyda. Myślę, że z pewnością znalazłby się ktoś, kto nie omieszkałby poinformować dyrektora o takiej karygodnej sprawie. KONIEC SPOILERU

Pomijając te niecałe dwa rozdziały o sprawie Cerise, akcja zaczęła się rozkręcać dopiero w połowie książki za sprawą Maddie, która szczególnie przypadła mi do gustu. Była takim promyczkiem, rozświetlającym tę powieść. Postać Apple, jej księżniczkowatość i arogancja momentami mnie irytowały, choć czasem też podziwiałam jej czyny. Mądrość królewny, którą tak podkreślała Raven, nierzadko wydawała mi się mądrością tylko na papierze, którą po prostu wymyśliła sobie autorka, żeby dać jej porządną pozytywną cechę, która nie zawsze miała odzwierciedlenie w zachowaniu. Bardziej podobała mi się Raven, która sprawiała wrażenie szczerszej, prawdziwszej i naturalnej. Choć postąpiła trochę lekkomyślnie, nie podpisując Księgi Legend, chciała po prostu być szczęśliwa. Jej skomplikowane relacje z mamą również do mnie przemawiały. Kochała ją, nieraz pragnęła się do niej przytulić, jednak czuła czasem do niej pewną niechęć. Wiedziała, co zrobiła i kim jest, co sprawiło, że na końcu zachowała się tak, a nie inaczej.

Zastanawia mnie jedna sprawa i być może lektura pierwszej części pozbawiłaby mnie wątpliwości. Skoro to dzieci tych bajkowych postaci mają odgrywać role swoich rodziców, to na przykład jak wyglądała relacja rodzinna córki Królewny Śnieżki i jej męża, księcia (którego syn miał przecież później poślubić Apple) i przeznaczonego jej księcia? Przecież oni się pobrali, więc wychodzi na to, że mają wspólne dzieci. Czy więc Apple ma wyjść za brata?

Książka całkiem godna polecenia, ale nie należy zbytnio spodziewać się baśniowego klimatu, bo znajdzie się najwyżej szkołę, nastolatków z ich problemami i pewną przyszłością (co nie wszystkim sprawia radość). Książka nawiązuje do przyjaźni i szukania swojej drogi życiowej, choć przedstawiono to w bardzo przystępny sposób. No i nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to strasznie podobne do "Monster High". Ale mimo wszystko, choć momentami mnie drażniło, podobała mi się i niewykluczone, że sięgnę po pozostałe części.

Miłego dnia,
Kalafonia

1 komentarz:

  1. Ładnie opisałaś książkę i podoba mi się język, którym się posługujesz. Co do samej książki, ten baśniowy motyw mnie niestety nie przekonuje. Może gdybym była odrobinę młodsza? Powodzenia w prowadzeniu bloga :*
    PS. Śliczny szablon!

    OdpowiedzUsuń